claviere, czyli tam i z powrotem

witojcie ! obiecałem opowiedzieć o naszej przeprawie przez przełęcz claviere. mówisz, masz.

po zawodach w miejscowości haus siajbnięty siajbus II z zawodnikami na pace udał się w stronnę jakże ustronnej miejscowości risoul w kraju, w którym ser nie przestaje śmierdzieć. trener, zawodnicy jak i towarzyszący im i wspierający ochoczo – fotograf-amator nastawili się na szybką podróż, czystą ‘dojazdówkę’, dwoma słowami na 700 kilometrów. jakże wielkie było ich zdziwienie wobec sytuacji, którą mieli nieprzyjemność doświadczyć. przerywnik (widok z pokoju przed wyjazdem) :

dsc_3689-copy

palnik 200, siajbus II szedł pełnym ogniem! bramki di makarońskie autostradi mijaliśmy na szybkości toteż ze spokojem każdy drzemał sobie na boku (oprócz trenera ofkors). sytuacja zaczęła się komplikować kiedy pierwszy płatek śniegu padł na szybę naszego busa.

dsc_4194-copy1 dsc_4190-copy1

płatek do płatka i jest… hm, masakra!

nic to, jedziemy dalej, droga wygląda wciąż na przejezdą. wciąż jesteśmy we włoszech. nie wiemy gdzie jechać.

dsc_4178-copy dsc_4200-copy

zaczynają się serpentyny, zakręty, patelnie… mijamy autobus z angielskimi pacjentami stojący w zaspie, jedziemy dalej, kolejny zakręt, kontrolka esp czasem mruga, w busie wszyscy zamilkli… droga ucieka w lewo, oj, mocno ucieka, za mocno. dwójka, palnik, siajbus II słabnie, dajesz dorian! dasz radę! jedynka, stoimy. “transporter (siajbus przyp.red.) dałby radę” powiedział trener. wspomnieć należy o przemiłych carabinierach (jeden z panów na prawym zdjęciu powyżej), którzy widząc jedyny samochód o pierwszej w nocy w totalnej zamieci, zatrzymali nas i spytali : ke koza?! wspomnieć należy również o nieroztropnym fotografie-amatorze, który walnął sekwą makaronowi w twarz, co niewątpliwie było lekkomyślne biorąc pod uwagę stan prawny oraz faktyczny. stan faktyczny ujmują słowa trenera z dnia następnego : “bohaterem dnia był zbyniu, robił zdjęcia policjantowi, myślałem, że komuś dam w mordę, a wiesz zbyniu, że na pewno byłbyś to ty”. tak… a nazajutrz :

dsc_4218-copy dsc_4208-copy

nazajutrz obudziliśmy się w motelu naprzeciwko dworca w wiosce, do której byliśmy zmuszeni zjechać… 40 km od celu. zastał nas za to piękny widok z okna, który chyba tylko fotograf-amator podziwiał… oraz parę kilogramów śniegu na busie do ogarnięcia. przełęcz okazała się zamknięta. trzeba jechać na około. podsumowując: dodatkowy dzień w busie, dodatkowe 300 km po zakrętkach. kupiliśmy łańcuchy. tak na wszelki wypadek. łańcuchów nigdy nie użyliśmy.

ps

było warto. czemu ? czytaj post wyżej.

5 Responses to “claviere, czyli tam i z powrotem”

  1. hahahaahaha hella funny :)

  2. ladna przygoda. troche ubarwiona, ten snieg to widac ze z szopa ;]

  3. przygoda ahoj

  4. Mialem podobne warunki na Ciutex Gletcher!!

  5. Oj oj tam to się działo :) ale nie chce powtórki ;D

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: